Poniatowski Msza F-dur

Data: 
2018.10.06 18:00
Miejscowość: 
Szczecin
Artysta: 
Górecki Chamber Choir, Szczecin Vocal Project, Orkiestra Aka
MSZA_SZCZECIN_plakat_final.jpg

W najbliższą sobotę 6 października zapraszamy serdecznie na niezwykłe wydarzenie, jakim będzie wykonanie Mszy F-dur Księcia Józefa Michała Ksawerego Poniatowskiego (1816-1873) w nowej brzmieniowej szacie z pełną orkiestracją, której twórcy wydobyli z tekstu nutowego Poniatowskiego blask i szerokie spektrum barw oraz potęgę brzmienia. Autor dzieła to zapomniana postać- muzyk-patriota –  śpiewak, kompozytor i polityk w jednej osobie – Książę Józef Michał Ksawery Franciszek Poniatowski (1816-1873). Dedykowana Królowi Portugalii Ludwikowi I Msza F-dur , podszyta została stylem mistrzów włoskiego bel canta – Gaetano Donizettiego czy Gioacchino Rossinego, choć usłyszeć w niej przecież można i głos Jerzego Fryderyka Haendla (w energetyzujących fugowanych momentach czy w sposobie prowadzenia chóru), i romantyczne podejście do sfery muzycznego wyrazu. Muzyka Poniatowskiego zginęła w gąszczu historii. Dobrze, iż współcześnie stała się tak przedmiotem badań profesorów-muzykologów Ireny Poniatowskiej i Ryszarda Daniela Golianka, jak i zainteresowań wykonawców.

Wykonawcami koncertu będą:

Ewa Biegas- sopran, Ewa Marciniec – alt, Jakub Pawlik – tenor, Jacek Ozimkowki – bas

Górecki Chamber Choir

Szczecin Vocal Project

Orkiestra Akademii Beethovenowskiej

Pod dyrekcją Sebastiana Perłowskiego

Bazylika Archikatedralna św. Jakuba w Szczecinie, 6 października 2018 godz.18:00

W nowych barwach. Ite, missa est...

Kiedy Wolfgang Amadeusz Mozart pisał swoją Mszę koronacyjną C-dur, miał 23 lata. W jednym z listów chwalił się wcześniej ojcu, że potrafi każdy styl przejąć i twórczo naśladować. Kiedy Gioacchino Rossini kończył swoją Małą Mszę Uroczystą miał lat 71. Pisał te kompozycję po latach twórczego milczenia, kiedy m.in. z pasją oddawał się sztuce kulinarnej, a określił mianem „ostatniego śmiertelnego grzechu”. Kiedy Józef Michał Ksawery Franciszek Poniatowski skomponował Mszę F-dur w roku 1867, przekroczył wiek  męski – 50. lat. Był wówczas znany i jako artysta, i jako polityk-dyplomata. W jego życie wpisały się na równi sztuka dźwięku i sztuka służenia wysokiej sprawie i wartościom patriotycznym.  

Ten syna bratanka ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego był uzdolniony co najmniej troiście: spełniał się jako śpiewak (obdarzony pięknym tenorowym głosem), kompozytor i dyplomata. Urodził się w 20 lutego 1816 roku  Rzymie, zmarł 3 lipca 1873 roku w Londynie; w roku 2016 obchodziliśmy 200-lecie urodzin tego artysty. Gruntownie wykształcony muzycznie przez włoskich pedagogów, Poniatowski koncertował w teatrach Florencji czy Bolonii; jego opery wystawiała słynna mediolańska La Scala. Warto zaznaczyć, że ballada autorstwa Poniatowskiego The Yeoman's Wedding Song (wydana w Londynie w roku 1871) do dziś cieszy się dużą popularnością. Ciekawe, iż ów utalentowany muzyk miał także uzdolnienia matematycznie i może tym właśnie talentem da się tłumaczyć harmonijnie zakomponowaną i proporcjonalnie wyważoną formę jego utworów.

Imponująca jest aktywność Poniatowskiego jako dyplomaty, m.in.: przedstawicielstwo w czasie Wiosny Ludów w Izbie Deputowanych z ramienia społeczności Florencji; działalność poselska jako reprezentanta Toskanii w Brukseli i w Londynie. W roku 1853 artysta zamieszkał w Paryżu, gdzie w roku 1854 otrzymał obywatelstwo francuskie. Jako protegowany Napoleona III i francuski senator z misjami dyplomatycznymi podróżował w latach 1862-1883 do Algierii, Japonii i Chin. Po upadku Cesarza udał się jego śladem na wygnanie do Anglii.

Żywiołem Księcia Poniatowskiego była opera i związany z nią integralnie piękny śpiew. Chciał go wyartykułować także w gatunkach muzyki religijnej: w Messe solennelle, w Mszy F-dur, której fragment pierwszy raz wykonano w Londynie, w roku śmierci kompozytora, oraz w Stabat Mater z roku 1863. Dominantą twórczości stało się jednak dwanaście oper, na czele z wielokrotnie wykonywanym Donn Desiderio (z 1840).  

Dlatego muzyka Mszy F-dur, dedykowana Królowi Portugalii Ludwikowi I, podszyta została stylem mistrzów włoskiego bel canta – Gaetano Donizettiego czy Gioacchino Rossinego, choć usłyszeć w niej przecież można i głos Jerzego Fryderyka Haendla (w energetyzujących fugowanych momentach czy w sposobie prowadzenia chóru), i romantyczne podejście do sfery muzycznego wyrazu. Szeroko zakrojona architektonika cyklu spotyka się tu z modlitewną lirycznością, wokalny przepych melodii wokalnych sąsiaduje z nastrojem wzruszającej kontemplacji, zorientowaniem narracji dźwiękowej na wybranych słowach-kluczach przesłania mszy.   

Muzyka Poniatowskiego zginęła w gąszczu historii. Dobrze, iż współcześnie stała się tak przedmiotem badań profesorów-muzykologów Ireny Poniatowskiej i Ryszarda Daniela Golianka, jak i zainteresowań wykonawców. Dobrze, iż artyści biorą ją na warsztat interpretacyjny i przywracają słuchaczom. Słowa podziękowania należą się i Stowarzyszeniu Muzyki Polskiej za prezentację dzieł Poniatowskiego na Festiwalu Muzyki Polskiej, i organizatorom angielskiej premiery Mszy F-dur, na czele z dr. Markiem  Stella-Sawickim.

Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałam zorkiestrowanej wersji Mszy F-dur, przeznaczonej na głosy solowe i chór z towarzyszeniem organów lub fortepianu. Tym bardziej, iż opery Poniatowskiego wyróżniają się nie tylko zróżnicowaną melodyką, ale i efektowną orkiestracją: partia akompaniujących organów czy fortepianu wręcz zaprasza do tego, aby przyoblec ją w barwy orkiestrowe. Muzyka księcia-dyplomaty wpisała się w kontekst przemian, jakie dokonywały się wówczas w historii muzyki i złączyły z procesem emancypacji brzmienia. W roku 1844 powstał Traktat o nowoczesnej instrumentacji Hectora Berlioza, francuskiego kolorysty, który, notabene, w jednym z felietonów z entuzjazmem odniósł się do opery Poniatowskiego Pierre de Médicis, wystawionej w Paryżu w roku 1860.

Dzięki tandemowi: Maciej Jabłoński – Sebastian Perłowski Msza F-dur otrzymała – obok tego oryginalnego, przywróconego pamięci – nowe drugie życie: paralelne i inspirujące. I w tradycję wpisała się tym samym współczesność. Choć przecież mówi się, iż muzyka zawsze jest współczesna. Aktualna swym pięknem i przesłaniem.  

Małgorzata Janicka-Słysz