Antonio VIVALDI sinfonie e concerti

Data: 
2013.07.28 20:00
Miejscowość: 
Kraków
Artysta: 
Giuliano Carmignola, Capella Cracoviensis
Giuliano Carmignola THEATRUM MUSICUM

THEATRUM MUSICUM 2013 | carte blanche

Antonio VIVALDI

sinfonie e concerti

Giuliano Carmignola - skrzypce violin

 

28 lipca, 20:00

niedziela sunday
Filharmonia Krakowska ul. Zwierzyniecka 1

Sinfonia C-dur, RV 111 (z opery Il Giustino)  na skrzypce solo, smyczki i basso continuo
Allegro - bez oznaczenia tempa - Allegro

Concerto a 4 d-moll, RV 128 na smyczki i basso continuo
Allegro non molto - Largo - Allegro

Concerto per violino C-dur, RV 187
Allegro - Largo ma non molto - Allegro

Concerto per violino e-moll, RV 281
Allegro - Largo - Allegro 

***

Concerto a 4 c-moll, RV 118
Allegro - Largo - Allegro

Concerto per violino Es-dur, RV 254
Allegro - Largo - Allegro

Concerto per violino F-dur, RV 283
Allegro - Largo e spiccato - Allegro

http://www.theatrummusicum.pl/agenda/sinfonie-e-concerti

Vivaldi to oczywisty autor przebojów. Tak było za życia kompozytora, kiedy w całej Europie zachwyt budziły jego koncerty skrzypcowe – i tak jest też dzisiaj, gdy należy on do nielicznych murowanych pewniaków, wypełniających każdą salę. Błyskotliwe melodie, elastyczne i plastyczne, z charakterystycznym nerwem, nagłymi przyspieszeniami, zgęstnieniami (stretta), śmiałymi skokami – no i z oszałamiającą wirtuozerią. Sztuka Vivaldiego to pochwała samoograniczenia: od śpiewnej wirtuozerii nie odciągają uwagi harmoniczne komplikacje, rozbudowane melodycznie struktury basu lub środkowych głosów, kunsztowny kontrapunkt czy bogactwo orkiestracji – wszystko podporządkowane jest wyeksponowaniu pełnej zaskoczeń melodycznej narracji (choć nie zawsze skupia się ona na instrumencie solisty), nigdy nie brak jednak niepohamowanego energetycznego pulsu, polotu, zmysłowego uroku i bajecznych kolorów, z ograniczonego często zestawu smyczków i basso continuo Vivaldi potrafił bowiem wyczarować cuda.

Co ciekawe, właśnie z tych wszystkich powodów kompozycje Rudego Księdza, jak zwany był ze względu na swą czuprynę i przyjęte święcenia, wraz z jego śmiercią popadły w zapomnienie. Już współcześni komentatorzy zarzucali mu zbytnie uproszczenie partii orkiestrowych, zwłaszcza linii basowej (która rzeczywiście często ma charakter repetytywny), a także powtórzenia charakterystycznych zwrotów w nieposkromionej, zdawałoby się, inwencji melodycznej lub nieumiejętność tworzenia w ścisłym kontrapunkcie. Muzyka Vivaldiego, jak się okazało, stała u końca baroku, swoimi skłonnościami do homofonii patrząc już w kierunku rodzącego się klasycyzmu, co niebawem okazało się niewystarczające – tym bardziej, że jej niedostatki złożono na karb coraz niżej cenionej popisowości. Gdy nadeszła kolejna era dla ekwilibrystyki i wdzięcznej wirtuozerii, czyli gdy styl galant przeszedł w preromantyczny, wyprowadzony z operowego belcanta styl brillant (jego arcydziełami są sonaty Webera lub koncerty Chopina), Vivaldi należał już do zamierzchłej przeszłości.

Swoje odrodzenie zawdzięcza uznaniu współczesnych, a przede wszystkim jednego: Jana Sebastiana Bacha. Synowie Lipskiego Kantora opowiedzieli biografowi Forkelowi: „Pierwsze próby J. S. Bacha w zakresie kompozycji, jak wszystkie próby tego rodzaju, były niedoskonałe. (…) Wkrótce wyczuł (...), że pomysły należy uporządkować, wprowadzić konsekwencję i współzależność, i że dla osiągnięcia tego celu potrzebna jest jakaś forma nauki. Celowi temu posłużyły wydane właśnie koncerty skrzypcowe Vivaldiego. Tak często słyszał, jak chwalono te świetne utwory muzyczne, że wpadł na szczęśliwy pomysł opracowania ich wszystkich na fortepian. Studiował sposób traktowania tematów, ich wzajemną relację, wzory modulacji i wiele innych cech (…), tak że po zakończeniu tej pracy nie potrzebował już wykorzystywać pomysłów, jakie podsuwały mu palce, lecz mógł kierować palcami, posługując się własną wyobraźnią”. Michael Talbot, monografista włoskiego kompozytora, właśnie w rozwoju badań nad Janem Sebastianem widzi powód zwrócenia uwagi na Vivaldiego. Wraz z promocją orkiestr kameralnych w muzyce baroku i dzięki wirtuozerii włoskich skrzypków, którzy zabrali się za odczytywanie XVIII-wiecznych partytur swoich rodaków, połowa XX wieku znów ujrzała świeżą, promienną radość Wenecjanina. To z tamtych lat datuje się wzlot koncertów Cztery pory roku, które długo były praktycznie jedynymi pozycjami w repertuarze, a do dziś pozostają ulubionymi.

Kolejne kroki należały do nurtu wykonawstwa na instrumentach historycznych. Potrzeba było znowu Włochów, którzy mieli tu pewne opóźnienie wobec Anglików, Holendrów, Belgów i Francuzów, by nie tylko wprowadzić do obiegu szereg dalszych, nie mniej błyskotliwych kompozycji Rudego Księdza, lecz i nadać im nowy blask. W tym zakresie rolę zasadniczą od 20 lat odgrywa właśnie Giuliano Carmignola (obok Fabia Biondiego i Giovanniego Antoniniego), którego nagrania wywróciły przyzwyczajenia słuchaczy, ukazując Vivaldiego i muzykę wenecką jako zmysłową orgię energii rwącej niczym górski potok – i tak też mieniącą się odblaskami wirtuozerii i bogactwa artykulacji i ozdobników. Z kompozytora efektownego, Vivaldi stał się istnym wulkanem atrakcji.

Dodajmy, że Giuliana Carmingolę od kilku lat wspomaga specjalny instrument: skrzypce „Baillot” Stradivariusa, z 1732 r. Można je usłyszeć także na nagranej ostatnio płycie Vivaldi con moto, na której znajdują się koncerty z repertuaru dzisiejszego programu.

Theatrum Musicum – letni teatr muzyki. By miesiące wakacyjne mogły być prawdziwym wypoczynkiem, czyli by służyły oczyszczeniu przestrzeni umysłów, otwierając je na nowe doznania, doświadczenia, nową ciekawość świata. Każdy przejaw sztuki jest tym, co zapewnia nam tę otwartość, co ukazuje szerzej i głębiej nasze miejsce w świecie – czyli pozwala je zmienić, poprawić albo czerpać z niego więcej. Więcej doznań i więcej doświadczeń. Dla nas samych, czyli dla całego naszego otoczenia – a ostatecznie dla naszej wspólnej jakości życia.

Program Theatrum Musicum służy tym właśnie wartościom: stojąc na ramionach gigantów widzimy dalej niż oni. Wsłuchując się dziś w arcydzieła ludzkiej myśli – w symfonie Mozarta i Beethovena, w koncerty Vivaldiego – czerpiemy rozkosz, ale też dostrzegamy, co kształtuje naszą własną formację. Uruchamiamy memy czyniące nas – nami, nie anonimową masą. To nasze doświadczenie, nasze dzieła, my mamy do nich prawo, nam one służą, bo pomagają nam być ludźmi. Są zarazem naszym przywilejem i szansą, jak i naszą odpowiedzialnością – za nas samych, za nasze jedyne życie tutaj. Dając swoim artystom carte blanche, Capella Cracoviensis pozwala im wypowiedzieć to, co ich zdaniem ważne. Skorzystajmy z zaufania do największych mistrzów, do Giuliano Carmignoli, Alessandro Moccii... Przyglądając się dziełom z nurtu Hausmusik dostrzegamy, jak korzystano z tego bogactwa dawniej – możemy nauczyć się jeszcze czegoś od naszych przodków. Wreszcie możemy także zobaczyć, czym chcą nas wzbogacić inne instytucje tworzące kulturę naszego miasta.

Do tego wszystkiego służy Theatrum Musicum. Od 22 czerwca do 2 września. Zapraszamy. Nie odmawiajcie.